poniedziałek, 18 maja 2015

Kto zabroni bogatemu

Jest taka jedna strona, na którą zawsze zaglądam, a czasami wciąga mnie niebezpiecznie. Zawsze znajduję tam coś, co mnie inspiruje, albo wzrusza, albo mi się po prostu podoba, albo wzbudza moje pożądanie, albo uczy mnie czegoś, a czasami powoduje, że np. chwytam natychmiast za druty, żeby poćwiczyć. Ciekawe dlaczego obrazki z zestawami ćwiczeń tak na mnie nie działają, żebym się rzucała na matę i robiła jakieś wymachy... Ale do rzeczy. Mowa oczywiście o Pinterest, czyli zbiorze wszystkiego. Wczoraj zobaczyłam to cudo, które pokazuję poniżej. 

Oscar de la Renta
źródło Pinterest, a właściwie net-a-porter.com
Pomijam fakt, że w związku z brakiem machania nóżką daleeeeeko mi bardzo do takiej figury, natura też jakaś szczodra nie była w tej materii, ale pomarzyć można, bo kto zabroni bogatemu i wyobraźnia działa. Swoją drogą to sama kiecka z tego zestawu kosztuje 2500 euro, więc cacko bardzo zachodnie, no ale to Oscar de la Renta. Przecież takie cudo można by na drutach zrobić, nieprawdaż? 

czwartek, 14 maja 2015

Test wytrzymałości

Tytuł wieloznaczny - będzie to test dla tych, co do mnie zaglądają, bo zdjęć dużo i pewnie nie wszystkich zainteresują. Test był też dla mnie, bo prowadzę jednak dość siedzący tryb życia i długie spacery nie są dla mnie jak bułka z masłem.
Wprawdzie przedłużony majowy weekend już trochę za nami, ale nie podzieliłam się moją radością z tych kilku dni wypoczynku. Pierwszy raz od bardzo dawna miałam pod rząd aż trzy dni wolnego i oczywiście pojechałam w moje ukochane Karkonosze.
Pogoda dopisała, choć wcześniej wszyscy ostrzegali, że będzie zimno i  nieprzyjemnie. Dla mnie podstawą jest w górach brak deszczu lub upału, bo ani jednego, ani drugiego nie lubię. No i się udało. Pierwszego dnia poszliśmy na lightowy spacer do schroniska "Pod Łabskim Szczytem". Widać jeszcze było ślady porannego deszczu, ale dodawało to tylko uroku pięknie zielonym drzewom. Krajobraz był chwilami lekko zimowy, bo wyżej leży jeszcze śnieg.



Temperatura była taka, że przydała się moja kolorowa czapeczka i kaszmirowy, milutki szalik. Szalik może mało widoczny, ale jest całkiem spory, zrobiony z 4 motków Cashmere Lace Lang Yarns na drutach nr 3 - to dla zainteresowanych :)


Trasa z Łabskiego w dół Czeską Ścieżką jest w znacznej części przygotowana, więc nie jest to jakiś bardzo męczący i wymagający spacer. Ale pod górkę się trzeba ciut zmęczyć. Jak to w górach :)



Kolejny dzień wycieczki to już całkiem inna historia. Przeszliśmy coś ponad 30 km po Górach Izerskich i prawdę mówiąc nogi wyszły mi uszami. Ale widoków nie zapomnę, było po prostu idealnie! Pogoda fantastyczna, ciepło, słonecznie, lekki wiaterek, bardzo mało ludzi (pewnie wystraszonych prognozami pogody :).

Tutaj także trasy wycieczkowe są miejscami przygotowane tak, że chodzi się prawie jak po sopockim molo. Choć to zdecydowane ułatwienie, to odbiera jednak troszkę smak przygody. 


Bliskie spotkania z wiosną :) 




Wybór drogi nie jest taki prosty, trzeba być przygotowanym. Można wybrać drogę łatwą...


Ale po co, w końcu to ma być jakaś maleńka przygoda, więc wybieramy... Drogę przez torfowiska, przez Mokrą Przełęcz.

       


W najtrudniejszych (ale bez przesady) miejscach zdjęć nie robiłam, bo musiałam gorliwie patrzeć pod nogi, żeby się np. nie utopić :)





Po przedostaniu się przez malowniczą krainę, mocno podmokłą i grząską, docieramy do drogowskazu, dzięki któremu wiemy jak dojść do Chatki Górzystów, cel ważny, piwa się tam napijemy! 


Docieramy do Polany Izerskiej, pięknej o każdej porze roku.


Spacerek trwał ponad 6 godzin. Wracaliśmy w towarzystwie wyłącznie własnych cieni.


Pogoda była wspaniała, powietrze przejrzyste niesamowicie, ani śladu zamglenia, więc widoki były wspaniałe także pod koniec wycieczki.


Niestety po raz kolejny przekonałam się, że najwyższy czas zainwestować w porządne buty do chodzenia po górach. Stopy miałam po tych kilometrach wędrówek w stanie dość opłakanym. Ale nie ma tego złego, niedzielę spędziłam na tarasie, na leżaczku, dziergając w pełnym słońcu... Ech, kiedy znów się to powtórzy?...

niedziela, 10 maja 2015

Powrót jedwabiu

Jedwab Bourette z Campolmi podbił moje serce już w ubiegłym roku. Zrobiłam z niego luźną bluzkę dla siebie i męski, letni sweterek dla mojego nie-męża. Włóczka ta, w kolorze granatowym, wzbudziła dyskusje na temat jej jakości, bo od pierwszych dziewiarek, które ją kupiły, poszła w świat informacja, że farbuje. Kompletnie tym nie zrażona, ową granatową kupiłam i choć faktycznie farbowała mi ręce okrutnie, przerobiłam na bluzkę, którą baaaardzo polubiłam. Po wypraniu nie farbuje nic a nic. A włóczkę jako taką uważam za znakomitą na takie właśnie letnie sweterko-bluzeczki. Nie ma połysku, nadaje się więc na praktycznie każdą okazję, jest przewiewna i bardzo miła w dotyku.



Dane techniczne:
włoczka - Bourette Campolmi - 1 niecała cewka.
druty - HH 2.75
wzór - z głowy, na okrągło, od góry, bardzo telewizyjna, bo to prawie same oczka prawe. No troszkę elementów francuzem, żeby całkiem nudno nie było.

A propos włóczki, która farbuje. Doszłam do wniosku, że granatowy jest chyba kolorem, który najtrudniej się utrwala, bo włóczki w tym właśnie kolorze najczęściej brudzą ręce w trakcie robienia. Nie mam zupełnie własnych doświadczeń w farbowaniu, ale tak mi jakoś wychodzi.

Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa, jakimi mnie pocieszałyście po mojej stracie. W domu pusto jakoś.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Jabłonka

Wiosenna niedziela, na świeżym powietrzu, w dobrym towarzystwie. Znalazła się też chwila i odpowiednie otoczenie, by pochwalić się moim swetrem w kolorach... jabłonki.


Ciekawostką jest to, że rękawy wrabiałam tak jakby metodą na "c", ale od dołu, na okrągło.Udało mi się osiągnąć efekt, jakiego oczekiwałam i bardzo z niego jestem zadowolona. Z boku taki widoczny udawany szew, ale sweter jest absolutnie bezszwowy i można go nosić na obie strony. Bardziej podoba mi się wersja z oczkami lewymi na wierzchu.



Dane techniczne:
włóczka Greina Lang Yarns - ostatnio moja ulubiona, zapewne nie bez znaczenia jest syndrom "znikających motków" - zużyłam chyba 5 motków oraz 1 i 1/10 motka Noro Ayatori - kolory tej włóczki od dawna mi się podobały. Został mi jeszcze prawie cały motek, a także trochę Greiny, więc chyba powstanie chusta do kompletu.
Druty HH 4 i 4,5.
Projekt - własny, z głowy :) telewizyjny zdecydowanie.

Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata, łącznie z psami, jest wadliwa. (...) Kot żyje wedle zasad niepodległości, niezależności i wolności.
Jerzy Pilch, "Bezpowrotnie utracona leworęczność"

Przeczytałam ostatnio książkę, Jerzego Pilcha. Podobała mi się bardzo. Zapamiętałam szczególnie zabawny rozdział, w którym autor dowodzi wyższości kotów nad psami.
A w imieniny Jerzego, dość niespodziewanie mój kot wybrał się do innego świata i mnie opuścił bez pożegnania. Smutno mi bardzo.