czwartek, 17 kwietnia 2014

W obronie dziewiarek


Idąc do pracy, tuż koło mojego domu natknęłam się na taki oto bilbord!


Nie trzeba chyba tłumaczyć dlaczego zwróciłam na niego uwagę :)

A tak w sumie a propos, to niedawno przyszła do mnie do sklepu jakaś pani, która po oglądnięciu włóczek zapytała czy można też zamówić gotowy wyrób. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że na razie takich usług nie świadczymy. Na to pani stwierdziła, że szkoda, bo przecież pewnie jakieś emerytki chciałyby sobie do emerytury dorobić. Staram się być opanowana w takich sytuacjach, ale ton lekceważenia w głosie tej pani jednak mnie zirytował. To lekceważenie nie wiem co prawda w kogo było wymierzone, czy w emerytki, czy w dziewiarki, ale i jedno i drugie było nieprzyjemne. Była zresztą przy tym dziergająca młoda osoba, stała klientka i też nie była chyba takim komentarzem zachwycona. Grzecznie i z uśmiechem więc pani zapytałam, dlaczego uważa, że robienie na drutach jest zajęciem dla emerytek? Pani powiedziała, że przecież dzisiaj to nikt już tego nie robi, no i kto by miał na to czas itd. Wyjaśniłam jej, że naszymi klientkami są panie w różnym wieku, które czerpią z tego wiele radości i nie robią tego zarobkowo, a głównie dla przyjemności oraz z chęci posiadania rzeczy niepowtarzalnych. Pani się jakoś rakiem ze stwierdzenia zaczęła wycofywać, a ja poczułam się jednak lepiej po tej obronie honoru dziewiarek. A emerytki zapraszam, bo często potrafią więcej ode mnie z racji lat doświadczeń! Nie emerytki też! A teraz to jeszcze powiem tak - dziewiarstwo to sztuka i forma relaksu!

niedziela, 13 kwietnia 2014

Noro zostało uwolnione

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Noro, zachwyciłam się nim i zapragnęłam koniecznie coś z niego zrobić. Niestety nie było nam po drodze, bo włóczka do tanich nie należy. Ale jak człowiek musi, to nie ma rady - musi i już. Jakiś już czas temu kupiłam dwa motki, zaczęłam robić i ugrzęzłam, bo nie do końca miałam koncepcję, a rozwinąć się specjalnie nie mogłam ze względu na ograniczoną ilość materiału. I przez to moje Noro troszeczkę poleżało i poczekało, aż uwolniłam je łącznie z drutami :) - była to pozycja nieuwzględniona na liście, więc powinna się była znaleźć pod nr 12. 


O Noro można długo pisać, bo jest jej wiele odmian. Nazwa pochodzi od nazwiska projektanta Eisaku Noro. Każdy motek jest piękny, a niektóre jeszcze piękniejsze, choć jak zawsze podkreślam, nie jest to włóczka dla każdego. Nie tylko ze względu na cenę, ale także to, że nie wszystkim się po prostu podoba. Ja uwielbiam i chciałabym więcej! Noro jest robione w Japonii, głównie ręcznie, o samym procesie produkcji tej niezwykłej włóczki można poczytać na ich stronie internetowej. Tam też wyczytałam, że ich filozofią jest produkowanie włóczki naturalnej i łagodnej dla ludzi i natury, dającej radość i szczęście tym, którzy ją noszą. Mnie cieszy!


Kamizelkę bardzo lubię, chętnie noszę. Fajne jest to, że można ją zestawić z różnymi kolorami i za każdym razem inaczej wygląda. Nie ma określonego przodu ani tyłu, więc można ją nosić w zależności od potrzeb i dodatków.Najbardziej podoba mi się tego typu włóczka w wyrobach zupełnie prostych, ale widziałam też z niej prawdziwe cacuszka dziewiarskie. Z pewnością zrobię sobie jeszcze z Noro niejedną rzecz, ale nie od razu :) Choć plan już jest, bo skończyłam robić bluzkę z jedwabiu bourette Campolmi i aż prosi się do niej szal z pewnego motka, który na mnie łypie.


Dane techniczne:
Włóczka Noro - nie zachowałam metryczki, więc nie pamiętam które..., ale postaram się poprawić, poszukam i dopiszę :) - 2 motki niecałe. Albo Kureyon albo Sekku. Włóczka jest bardzo wydajna.
Druty KP 3,5 EDIT: Już wiem, Mariola czuwa! To Kureyon Sock, który dwa lata temu wyszedł z produkcji... U mnie czekał dość długo :) Kureyon i Kureyon Sock to dwie różne włóczki, Kureyon jest grubszy i całkiem wełniany, może podgryzać. Mój Kureyon Sock nie gryzie mnie wcale.
Wzór - bez wzoru, zamiast ściągacza na dole przerobiłam najpierw ściegiem francuskim tyle ile mi było potrzebne w obwodzie bioder, a później robiłam na okrągło do góry. Wykończyłam górę dwoma kawałkami robionymi ściegiem francuskim. Rękawki dorobione również na okrągło. Po bokach udawane szwy, żeby dzianina się nie przekręcała. Włóczki ręcznie robione mają do tego szczególne tendencje. 

A z ciekawostek to jeszcze pokażę, jakie piękne hasło zostało umieszczone w sklepie e-dziewiarka!


Jak widać miejsce do dziergania jest, więc zapraszam!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Dwa tysiące kolorów, baby!

Włoska marka Missoni należy do tych raczej nieosiągalnych dla przeciętnego zjadacza chleba w Polsce. Pewnie też nie jest tak szeroko znana jak wszystkie te, których nazwy złota młodzież nosi wypisane złotymi literkami na koszulkach, na kieszeniach spodni, na torebkach itd. Byle było widać... Charakterystyczne dla tej marki jest stosowany wzór, znany jako chevron i stosowany z powodzeniem w różny sposób, nie tylko w dziewiarstwie, ale także w szeroko pojętym wzornictwie. Kiedyś tego wzoru nie lubiłam. Ale jakoś tak się stało, że jednak dostałam lekkiej palmy i bardzo, ale to bardzo jestem na jego punkcie zakręcona aktualnie i wiem, że nie mogę przesadzić, ale chętnie bym go zastosowała na wiele sposobów. Odsłona pierwsza:


Szal zapowiadałam już, ale się wcześniej nie doczekał zdjęć. Pokazałam go wczoraj na spotkaniu - chwaliłam się bezczelnie głośno, wszem i wobec. Chyba mogłam wzbudzić pobłażanie, ale co tam, jestem z niego dumna bardzo. Co chwila ukazują się nowe kolory!


Włóczka to mille colori baby firmy Lang - a ja wykorzystałam dwa kolory, więc to nie tysiąc tylko dwa tysiące kolorów, baby! I choć przeważają w nim różne odcienie różu i fioletu, jakoś mi to nie przeszkadza, choć to nie są moje ulubione kolory. Ale przy moich wszechobecnych czerniach stanowią zdecydowaną odmianę. Jak nie ja!


Podoba mi się także zawiązany pod szyją. Mimo swoich dość pokaźnych rozmiarów pięknie się układa i nie ma problemów z zawiązaniem go. Jest bardzo cieplutki i delikatny - w końcu to merino!


Dane techniczne:
włóczka - Mille Colori Baby kolory 51 i 52 - zmieniałam nitkę co dwa rzędy, dzięki temu kolory się pięknie wymieszały. W opisie, na którym się opierałam miały być 4 motki, ja zrobiłam szal szerszy i dłuższy, więc zużyłam prawie 6 motków, co czyni szal jednym z bardziej luksusowych...
druty - HH 3
Wzór - chevron, kolory podpatrzone na Ravelry

Z pewnością powstaną kolejne rzeczy z wykorzystaniem tego wzoru. Zostało mi jeszcze troszkę włóczki... trzeba ją zużyć, co będzie tak leżeć...

W związku z pytaniem zadanym mi "na żywo" wyjaśniam, że nie robię sobie zdjęć w okularach, by ukryć się przed potencjalnymi wielbicielkami (wielbicielami?), ale dlatego, że mam bardzo wrażliwe oczy i zazwyczaj na zewnątrz noszę ciemne okulary. Przez cały rok, nawet przy niewielkim słońcu. Światło mi przeszkadza. Może jestem wampirem?

środa, 19 marca 2014

Nie mogłam się powstrzymać przed pokazaniem ilustracji z bajki, do której mam ogromny sentyment. Znalazłam ją dzisiaj przypadkiem i masę wspomnień we mnie wzbudziła. Całą serię bajek o Króliku Piotrusiu Beatrix Potter wydał w Polsce mój nieżyjący już Przyjaciel. Zawsze te urocze rysunki będą mi się z nim kojarzyły... A ten sprawił, że cieplej mi się zrobiło w ten mocno pochmurny dzień.

Źródło Pinterest
Znacie te bajeczki? Jeśli nie, a macie małe dzieci, to koniecznie szybko nadróbcie tę zaległość :)

EDIT: Napisała komentarz do tego posta Edyta, która zrobiła wg tego rysunku prześliczny obrazek haftem krzyżykowym :) Możecie go obejrzeć na jej blogu.