czwartek, 9 kwietnia 2015

Jak sobie pościelesz...

...tak się wyśpisz. Stare dobre powiedzenie. Nabyłam ostatnio nowy materac, co zdecydowanie poprawiło komfort mojego wypoczynku. Szukałam i wybierałam długo, ostatecznie kupiłam materac, który spełnił moje oczekiwania. Żeby dopełnić całości kupiłam sobie jeszcze pościel godną dziewiarki :)

zdjęcie pochodzi ze strony bonami.pl
Z pewnością przyśnią się cudowne moteczki, przyjdą do głowy nowe pomysły. Bardzo lubię takie rzeczy, pisałam o tym już jakiś czas temu. Nie taka znowu mała rzecz, ale cieszy :)
Znalazłam tę pościel w sklepie bonami.pl, dlatego pozwoliłam sobie zamieścić zdjęcie z ich strony, bo to chyba troszkę w ich interesie, więc może się nie obrażą :) Bonami.pl to taki sklep, gdzie kupuje się to, co aktualnie proponują, zachęcają do zakupów mailami, jak widać skutecznie. Kupiłam już u nich kilka rzeczy mniej lub bardziej przydatnych, ale ze wszystkich jestem zadowolona. Zaznaczam, że sklep się o reklamę nie prosił, polecam z własnej i nie przymuszonej inicjatywy.
Ładna?

wtorek, 31 marca 2015

Blog strasznie zaniedbany.  Dziś ostatni dzień marca, więc żeby nie było tak, że w marcu nic nie robiłam, to rzutem na taśmę jeszcze coś napiszę :) Nie to, żebym nic nie robiła, bo wręcz przeciwnie, cały czas dziergam. Jak zwykle nie mam kiedy zdjęć zrobić, ale idzie ku lepszemu, bo jak wychodzę z pracy, to już w miarę jasno jest.

Na ostatnim spotkaniu pokazałam sweter z Greiny - włóczki, której już właściwie nie ma, tylko jakieś resztki. A ja jak zwykle mam syndrom "ostatniego motka", czyli działa reguła niedostępności i w takich momentach zaczynam się na włóczkę nawiedzać. I tak oto powstał ten ażurowy sweter.


"Sesja zdjęciowa" była mało udana, więc zdjęć nie będzie więcej, gdyż wrodzona próżność zdecydowanie mi nie pozwala.

Dane techniczne:
6 chyba motków włóczki Greina Lang Yarns
druty nr 4,5, wzór 58 z gazetki FAM nr 190 (numer archiwalny już)

Polecam bardzo gazetki FAM, ze względu na możliwość kupienia w e-dziewiarce większości włóczek, które zostały wykorzystane do zrobienia dzianin w nich pokazanych. Jeśli nawet nie ma ich aktualnie, to warto się ze sklepem skontaktować, bo spróbować konkretną włóczkę zamówić. Zauważyłam, że w polskich gazetkach są przedruki wzorów z FAM sprzed kilku lat. Gazetki mają opisy w językach obcych, ale myślę, że troszkę bardziej doświadczone dziewiarki dadzą sobie radę, bo są i schematy wzorów i rysunki.

Zaczęłam robić wg wzoru dla odmiany z FAM 218 letnią już bluzkę z włóczki Ella, która ma wszelkie szanse stać się przebojem tego lata, jeśli mogę tak powiedzieć. Cieszy się powodzeniem, bo oryginalna jest bardzo i można szybko efekt osiągnąć, bez większych wydawać się może umiejętności. Ja wybrałam na razie kolor szmaragdowy. Zrobiłam całą, nawet zeszyłam, ale okazało się, że nie leży tak jakbym chciała.


Włóczka ta jest jakby połączeniem trzech różnych splotów. Bawełnianej tasiemki, bawełnianej nitki i połyskującej, wiskozowej nitki o róznej grubości. Jest bardzo lejąca, pięknie się układa. Bardzo trudno się ją zszywa, właśnie przez te różne grubości nitki, ale warto się potrudzić, bo efekt naprawdę fajny. O tym, jak sobie poradziłam ze zszywaniem napiszę przy okazji prezentacji gotowej bluzeczki :) Robiłam rozmiar S, ale chyba powinnam jednak XS, co bardzo mi się podoba (choć jest absolutną nieprawdą). Ostatecznie po zrobieniu całości zdecydowałam się część spruć i zmieniłam trochę rzeczy i już nie do końca jest to bluzeczka z FAM, choć to ten model był inspiracją. Szczegóły wkrótce, mam nadzieję pokażę.

Jak pewnie część z odwiedzających mój blog już widziała, w sklepie internetowym e-dziewiarki można obejrzeć od niedawna filmy, w których prezentujemy i wyjaśniamy różne problemy z szerokiego spectrum dziewiarstwa. Choć w czasie studiów i różnych szkoleń miałam zajęcia z kamerą, to jednak kosztowało mnie to trochę emocji i ostatecznie nawet nie powiedziałam tego, co miałam do powiedzenia. Kto mnie zna lepiej, ten widzi moje nerwy. Śmiesznie tak siebie zobaczyć i jeszcze wypatrywać popełnionych błędów. Ale myślę pozytywnie, jak na pierwszy raz chyba nie najgorzej wyszło.



Mówiłam o swetrze, który jeszcze czeka na wykończenie. "Zamawiający" się niecierpliwi, więc chyba się w końcu zmobilizuję. Ale niestety czas z gumy nie jest i jakoś ciągle mi go brak. Zajmuję się głównie pracą, a inne rzeczy niestety są zaniedbywane mocno. A, jeszcze na pilates zaczęłam znowu chodzić, bo w końcu znalazłam miejsce, gdzie zajęcia są późno wieczorem, czyli wtedy, kiedy ja mogę. Już dawno zrezygnowałam z zumby, bo klub, do którego chodziłam niestety nie spełnił moich oczekiwań. Brakowało po prostu miejsca do ćwiczeń i kiedy uderzyłam się na zajęciach w nogę o jakieś skrzynki, wkurzyło mnie to i był to ostatni raz. W podobnych godzinach zajęć gdzie indziej nie znalazłam, więc wróciłam do pilatesa, na który kiedyś chodziłam przez dwa lata i bardzo byłam zadowolona.


czwartek, 26 lutego 2015

Książeczka

Od mojej koleżanki Joli dostałam fantastyczną książkę z 1953 r. z wzorami serwet. Za serwetę się wezmę, ale musi jeszcze poczekać. Ale zachęcona posiadaniem takiej perełki zaczęłam szukać innych pozycji dziewiarskich po antykwariatach i aukcjach. Kupiłam dwie kolejne książki, jedną z kolejnymi serwetami i jedną o dziewiarstwie ręcznym, że tak powiem, ogólnie. I o tej będzie dzisiaj...


Książka napisana przez Helenę Dutkiewicz, została wydana w roku 1956, kiedy to mnie nawet w planach nie było, bo moja Mamusia miała 16 lat. Została wydana przez Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego - już sama nazwa tego wydawnictwa wywołała uśmiech na mojej twarzy. Wiem, że rzeczywistość tamtych czasów lekka i zabawna nie była, ale przeglądając i czytając tę książkę uśmiech powraca wielokrotnie. Proszę bardzo oto męski pulower sportowy: 


W dzisiejszych czasach walki znanych marek o klienta przy pomocy coraz to nowych modeli wykonanych z cały czas ulepszanych tkanin oddychających, ten pulower jest po prostu od-jaz-do-wy!
Zwracam uwagę na polecany materiał - "wełna średniej grubości".

Bardzo również spodobało mi się wdzianko dla pieska. Jestem wielbicielką jamników, miałam ich dwa i nigdy nie miały ubranka! Z pewnością dlatego, że nie wiedziałam, jak je zrobić ;) Teraz mogłabym to nadrobić, ale jamnika brak!


No i mój absolutny faworyt! Męskie slipy z wełny lub bawełny! Czyż nie są cudne?! Tylko kto by w nich chodził? Wyobrażacie sobie ukochanego w takich slipkach?


Żarty żartami, ale straszne to były czasy, gdy z powodu braków wszystkiego, trzeba się było ratować takimi gatkami...

I jeszcze fragment książki, który mówi również wiele o tamtych czasach:
"Duże zastosowanie mają wyroby ręcznie dziane w każdej rodzinie; jest to korzystne zwłaszcza w liczniejszych rodzinach, gdzie własnoręcznie wykonywanie przez matkę odzieży dla dzieci pozwala na znaczne zmniejszenie wydatków domowych. Dodatkową korzyścią jest możność ponownego użycia wełny po spruciu częściowo zniszczonego lub zbyt ciasnego wyrobu."

Hm... Czasy się na szczęście zmieniły, dziś to hobby jednak, nie konieczność i nie tylko matki wielodzietne się dziewiarstwem zajmują. A z pewnością nie z oszczędności :)

No i element patriotyczny:
"Produkcja odzieży ręcznie dzianej, zwłaszcza z wysokogatunkowej przędzy wełnianej, umożliwia również gospodarce społecznej osiągnięcie pewnych oszczędności. Wynika to stąd, że przy produkowaniu odzieży z dzianiny maszynowej powstają przy kroju i modelowaniu straty surowca na ścinki i odpady, natomiast w w dziewiarstwie ręcznym nie ma żadnych strat surowca, gdyż nic się tu nie kraje, a cała przędza jest w pełni wykorzystana; istnieje przy tym możliwość ponownego jej użycia do wykonania innego wyrobu."

Tak więc dowiedziałam się, że jednak jestem oszczędna, mimo wszystko :)

W książce niestety nie znalazłam konkretnych porad dotyczących wyrobu dzianin, choć na to liczyłam. Ciągle się przecież uczę i chętnie szukam różnych instrukcji. Są bardzo ogólne informacje o wykonywaniu wyrobów - jakich? pokazałam, więc raczej traktuję tę książkę jako ciekawostkę. Ale zakupu nie żałuję wcale, a wcale.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Żyj kolorowo

  

Może pamiętacie jeszcze te moteczki (klik)?
Chyba tak, bo co jakiś czas przychodzą do mnie Panie Klientki i o tę włóczkę pytają. Jakoś tak jest, że ona zawsze zostaje sprzedana na tzw. pniu. Sama kupiłam 4 motki, przy kolejnych partiach farbowania o mało nie kupiłam kolejnych, ale się opanowałam. Przyznaję się bez bicia - ja tę włóczkę uwielbiam. Jest sprężysta, świetnie się z niej robi, jest cieplutka, miła w dotyku, a te kolory? Pozostawiam bez komentarza. 


Chustę zrobiłam właściwie natychmiast po zakupie, czyli jeszcze w październiku chyba, albo na początku listopada. Wzór to taka prawie Mara, ale nie do końca, bo ścieg francuski, którym robiona jest główna część jest jednak potwornie włóczkochłonny i w pewnym momencie troszkę oszukiwałam, żeby efekt był podobny, ale włóczki szło mniej. Podobnie postąpiłam przy falbanie. Nie powiększałam jej tak mocno jak we wzorze. Chciałam mieć chustę dużą i taka właśnie jest. Poszło jakieś 3,5 motka. Zostało jeszcze może na małą czapeczkę, albo mitenki. 
Choć noszę ją często to jakoś nie było okazji do zrobienia zdjęć, co u mnie jest już normą. Okazja się w końcu trafiła, bo mimo mojego bólu kręgosłupa wybraliśmy się na ładowanie akumulatorów w plenerach leśnych. Pogoda dopisała jak marzenie.


Po spacerze siedziałam przed domkiem na leżaczku i robiłam na drutach w promieniach naprawdę wiosennego słońca! Było mi bosko, humor od razu lepszy.


Dla wytrwałych jeszcze kilka fotek ze spaceru. Choć jeszcze gdzieniegdzie widać resztki śniegu, a w lesie bajorka są wciąż zamarznięte, to czuć już zbliżającą się wiosnę i to dodaje mi jakoś sił, bo w tym roku wyjątkowo mnie ta zima, co wcale nie jest zimą zmęczyła.