wtorek, 24 września 2013


Pogoda jest jaka jest, więc nie zrobiłam jeszcze zdjęć premierowego szala Sweet Dreams. Wczoraj miał swoją premierę i spotkał się z zachwytami :), a nawet próbą wymuszenia sprzedaży, ale się nie dałam. Jest mój i koniec.
Powstaje już kolejny, na prezent ślubny... 


niedziela, 22 września 2013

Niedziela...

...mija mi baaardzo spokojnie. Usiłuję rozpracować Instagram, ale jakoś poza zrobieniem zdjęcia nic innego z tym  nie umiem dalej zrobić. 

Zrobiłam szal Sweet Dreams, blokuje się i może jutro zrobię zdjęcia. Ciekawa jestem efektu. Na razie to "szal próbny" dla mnie, bo wzór kupiłam, żeby zrobić szal na ślub mojej chrześnicy. Już go nawet zaczęłam, ale zabrakło mi koralików i jutro je dopiero będę miała po południu. Do tego czasu wykańczam inne rozpoczęte i trochę porzucone robótki. Trochę ich jest, na nudę nie narzekam. W głowie oczywiście kilkanaście kolejnych pomysłów...



Nie napisałam nic o ostatnim spotkaniu na Karmelkowej, a już przecież tyle czasu minęło! Było jak zwykle bardzo miło, przyszło sporo Pań, w tym nowe osoby. Jak zwykle chwaliłyśmy się nowymi wyrobami, udzielałyśmy dobrych dziewiarskich i życiowych rad. Ja przyniosłam i robiłam sweter z prześlicznej, kolejnej w mojej kolekcji włóczki od Zitrona, Dreiklang. Kupiłam początkowo 1 motek, na chustę, ale jak zaczęłam robić, to szybko zmieniłam zdanie, zaszalałam i kupiłam na sweterek, który zresztą już skończyłam jakiś czas temu. Dopiero dziś go jednak wyprałam.

zdjęcie ze strony e-dziewiarka.pl

Zainteresowanie wzbudził zrobiony na początku lata szal wg wzoru Camino Bubbles. Wzór jest nietypowy, efektowny. Ale włóczka, z której robiłam czyli Diva Batik Alize, zupełnie się do tego wzoru nie nadaje (poza efektowną kolorystyką), bo się nie blokuje. Nie oczekiwałam tego zresztą, ale myślałam, że chociaż uda się ją rozprasować. Kolejną zrobię z blokującej się włóczki, ale jeszcze nie jestem zdecydowana z jakiej.

zdjęcie z strony e-dziewiarka.pl

poniedziałek, 9 września 2013

Powidła

Moja koleżanka Jola dała mi (i nie tylko) przepis na powidła śliwkowe z dodatkiem kakao. To taka niby śliwkowa nutella, szczególnie dobra dla alergików, którzy orzechów nie mogą. Przepis mi się spodobał, więc zrobiłam. Smakuje mi (i nie tylko :), więc się dzielę i podaję dalej.

Potrzebujemy:
- ok. 2,5 kg węgierek - może być więcej
- 1 kg cukru - może być zdecydowanie mniej
- 2 op. cukru waniliowego
- 20 dag kakao - podobno może być mniej, ale wg mnie nie - lepiej smakuje jak kakao nie brakuje :)

Robimy tak:
- myjemy i z lekka osuszamy śliwki, drylujemy, przepuszczamy przez maszynkę do mięsa, wkładamy do gara, zasypujemy cukrem;
- smażymy ze dwie godziny na małym ogniu, pilnujemy, zbieramy szumy
- pod koniec smażenia, kiedy widzimy, że już przypominają powidła, dosypujemy kakao i cukier waniliowy;
- smażymy jeszcze 15-20 min;
- gorące wlewamy do słoików, zakręcamy, stawiamy do góry dnem i już; nie pasteryzujemy. Po przestygnięciu odwracamy. I już. Pycha!

wtorek, 3 września 2013

Książeczki

Kiedy dłubię na drutach albo coś z koralików lubię słuchać audiobooków. Nie umiem czytać i robić jednocześnie, więc taka forma bardzo, bardzo mi odpowiada. "Przeczytałam" w ten sposób sporo pozycji i wiem już, że najbardziej lubię przy tym o dziwo kryminały, których normalnie nie czytam. I tak ostatnio pochłaniam kolejne tytuły Jo Nesbo.
Co mi się w nich podoba? Otóż przede wszystkim to, że poza wartką akcją, autor opisuje również sporo ciekawych rzeczy z miejsc, w których ta akcja się rozgrywa. I tak w przypadku "Człowieka nietoperza" jest to Australia, "Karaluchy" - Bankok.



Audiobook "Karaluchy" przygotowany został, co ciekawe, jako słuchowisko. Część narracyjna jest czytana, a dialogi "odgrywane" przez znanych i popularnych aktorów. Wszystko to z ciekawym podkładem muzycznym.
Okładki ociekają krwią - nie bójcie się, nie są to wprawdzie łagodne książeczki, ale bez przesady. "Millenium" to nie jest. Chociaż akurat mi się podobało bardzo i były to pierwsze tego typu książki, które mnie pochłonęły bez reszty.
Aktualnie "czytam" kolejną pozycję tego autora czyli I część Trylogii z Oslo pt. "Czerwone gardło". Wciąga, tak jak wcześniejsze. Polecam. To po kilkanaście godzin dłubania i czytania jednocześnie!



Zastanawiam się tylko dlaczego audiobooki są praktycznie w cenach książek... 


poniedziałek, 2 września 2013

Pszczółka

Tak Mariola nazwała tę bluzeczkę, jeszcze nie gotową. W gotowej zdjęcia zrobiła mi Magda, która chyba awansuje na mojego fotografa (pozdrowienia!). Zrobiona z Bamboo Fine Alize. Motek i ciut czarnego i po troszkę żółtego i szarego. Robiłam na drutach KP 2,5. Tak jak pisałam wcześniej, to jedna z dwóch. Następną robiłam już na drutach 2, bo jednak pod tę muszę zakładać jakiś topik, żeby wdziękami nie świecić.


Bambusem jestem zachwycona. To zdecydowanie trochę spóźnione odkrycie, bo lato to już raczej mamy za sobą, a włóczka na lato super. Jak będę miała zdjęcia tej drugiej, to pokażę. E-dziewiarkom się podobała, ja też jestem zadowolona.




Z boku kilka oczek ściągacza, dzięki temu lepiej się układa, bo nie modelowałam talii.
Zestawienie żółtego z czarnym i szarym chodzi za mną, więc powstaje też wersja już bardziej jesienna. I chyba na jednym się nie skończy :)

Cieszę się bardzo, że poprzedni mój udzierg się podoba, noszę go chętnie, a za wszystkie miłe komentarze dziękuję bardzo!

               Jeszcze garść ciekawostek "ogólnorozwojowych". Otóż farbę do włosów chciałam kupić. Po wielu próbach i generalnie wielu błędach w końcu znalazłam taką, która mi odpowiada. Pani w drogerii mnie zapewniała, że farba jest w ciągłej sprzedaży, więc kupiłam i już, i w dodatku byłam zadowolona. No i niespodzianka mnie niemiła spotkała, bo farby jakoś jednak w ciągłej sprzedaży nie ma... Pani mi dała nawet numer telefonu do swojego sklepu, dzwoniłam, ale okazuje się, że w hurtowni też nie ma inie wiadomo kiedy będzie. We Wrocławiu jest jedna drogeria sieci Hebe, bardzo ją lubię i faktycznie mają bardzo duży wybór, w tym kilka marek, które lubię, są niedrogie i gdzie indziej niekoniecznie dostępne. Zapamiętałam, że tę farbę, co to jej potrzebuję też mają. A w każdym razie mają tę markę, bo nie wszędzie jest, Rossmann i SuperPharma nie mają. Ale ten sklep ich jest, nie powiem, dość daleko ode mnie, więc pomyślałam, że zadzwonię do niego i zapytam, co będę paliwo spalać. No to dzwonię. W internecie był tylko jakiś jeden numer, warszawski. W dobie telefonii internetowej to o niczym nie świadczy. Więc dzwonię. Na wstępie dowiaduję się, że w celu zapewnienia jakości itd. rozmowa będzie nagrywana. Ok, może to komuś potrzebne. Zgłasza się miła Pani, która chce mi w czymś pomóc czy coś. Więc grzecznie jej pytam, czy we Wrocławiu dostanę taką farbę, jakiej potrzebuje. Na to miła Pani mnie poinformowała, że ona nie ma jak tego sprawdzić, a ten telefon to jest w celu zbierania opinii klientów, do kontaktu z klientami czy coś, ale nie w celu kontaktu ze sklepem No to ja ją proszę, żeby mi numer do sklepu bezpośredni, to se zadzwonię... No nie ma takiego numeru, bo oni mają tylko wewnętrzną linię, więc muszę do sklepu pojechać i sama sprawdzić. Trochę się zdziwiłam, no ale trudno. Telefon do kontaktu z klientami służy nie wiem czemu. Pomyślałam, że to może taki chwyt marketingowy, że jak już pojadę do tego sklepu, to nawet jak farby nie będzie, to jednak coś kupię, a tak to bym nie pojechała i nie kupiła. No to przy okazji wizyty w południowej części miasta, pojechałam do Hebe. I nie miałam gdzie zaparkować, bo to przy osiedlu dużym jest i po południu miejsc nie ma... Farbę kupię przez internet i mniej już lubię Hebe.